Bo może za jakiś czas tego syna w jakiś sposób skrzywdzić psychicznie i jemu to się odbije na psychice. Istnieje takie ryzyko. Z tego co wiem, to seks z własną matką i inne dziwactwa są bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych. Oni tam lubią takie rzeczy i wali im na głowę.
Mam tylko jedną córkę. Zawsze ją kochałem, myślałem, że będzie pracowała w mojej redakcji. Ale niestety, tak się nie stało. Teraz Beata należy do zupełnie innej rodziny. Pewnego dnia nie ugryźliśmy się w język i powiedzieliśmy o kilka słów za dużo jej teściom, po czym straciliśmy córkę.
Jedne zmagają się z czymś w sobie przez lata, aby wreszcie starać się o dziecko, inne nie idą tą drogą. Zbytnim uproszczeniem byłoby zadowolić się ideą, że funkcja macierzyńska nie rozwinęła się z powodu poważnych zakłóceń pomieszczania w relacji tej kobiety z własną matką i przeciw-identyfikacji z nią.
Król Edyp. Konflikt tragiczny. Lajos, król Teb i jego żona Jokasta dowiadują się z przepowiedni, że ich syn zabije ojca i ożeni się z własną matką, dlatego, kiedy urodził się ich pierworodny porzucili go na pastwę dzikich zwierząt. Jednak chłopca od śmierci uratował pasterz, który zaniósł go do Polybosa, króla Koryntu.
Miałam tylko materac,kołdrę i magnetofon ale wiesz co..nie kładłam się już spać z płaczem.Rozmawiam z nią bardziej "służbowo" jak z własną matką ale nigdy tez nie było inaczej.Oczywiscie jak to bywa nieudane związki,dzieci..Możesz być pewna jednego..BĘDZIESZ DOBRĄ MATKĄ.Nigdy nie zrobisz swoim dzieciom krzywdy,będziesz je
Interpretowanie snów o matce. Ogólnie przyjmuje się, że matka pojawiająca się we śnie świadczy o tym, że na jawie brakuje nam poczucia bezpieczeństwa i komfortu emocjonalnego. Jednakże odniesienie to nie musi być dostosowane do nas wszystkich, gdyż nie każdy ma dobre kontakty z matką i musi z nią mieć akurat pozytywne skojarzenia.
7VsIro. Nigdy nie zapomnę tamtej nocy sprzed 8 lat, kiedy rodziłam Natalkę. Położna wrzeszczała „przyj!”, a lekarz wyduszał dziecko, napierając mi na brzuch kolanem. Byłam przerażona, zdezorientowana, półprzytomna z bólu i wyczerpania. Poród trwał już od wielu godzin. A ja nie miałam nawet sił, żeby krzyczeć. Nad ranem tętno dziecka dochodziło do dwustu, ja co kilka minut traciłam przytomność, a mój zepchnięty w kąt przez medyków mąż – był blady jak ściana. Kiedy na chwilę nasze spojrzenia się spotkały, wyczytałam w jego oczach, o czym myśli. Był pewien, że traci nas oboje. I mnie, i dziecko. W końcu jednak, z użyciem kleszczy i kolana, wyduszono ze mnie naszą kruszynkę. Była sina, nie mogła złapać oddechu. W pierwszej chwili otrzymała zero w dziesięciopunktowej skali Apgar. Po chwili jednak córeczka ożyła. Ile woli życia mieściło się w tym ciałku! Maleństwo było jednak wciąż na granicy śmierci. Liczbę punktów podniesiono tylko do dwóch. Płakałam, trzymając ją na rękach. Z radości, ze smutku, z wściekłości i wzruszenia. Z tych wszystkich emocji naraz. Dopiero kilka dni później inny położnik z tego szpitala wygadał się, że mój poród od początku kwalifikował się do cesarskiego cięcia. Płód ułożony był pośladkowo, więc nic dziwnego że nie chciał przejść przez kanał rodny. Dlaczego, mimo ewidentnego obrazu z usg, lekarz zdecydował się na poród naturalny? To już tajemnica. Nie miał czasu, żeby ze mną porozmawiać. Zdiagnozowano u Andzi porażenie mózgowe, którego przyczyną było niedotlenienie mózgu w czasie porodu. – Proszę nie robić sobie nadziei – wyrąbał mi prosto w oczy lekarz z oddziału neonatologicznego. – Pani córka już zawsze będzie „roślinką”. Przy takich uszkodzeniach mózgowia nie ma szans, żeby kiedykolwiek wstała z łóżka lub powiedziała słowo. – Proszę rozważyć oddanie jej pod opiekę wyspecjalizowanej placówki. Wyszłam na szpitalny korytarz. Trzymając się ściany, doczłapałam do łazienki. I dopiero tam, w obskurnej kabinie prysznicowej, pozwoliłam sobie na szloch. Pół godziny później wróciłam do swojego łóżka. Byłam już spokojna. I wiedziałam jedno – Andzia zostaje ze mną. Na dobre i złe. Już nigdy więcej nie płakałam. Po wyjściu do domu zaczęła się walka. Bez przełomowych bitew, wielkich zwycięstw czy porażek, bez rozgłosu, chwały i medali. Żmudna, powolna, pozbawiona widocznych sukcesów walka o normalność dla córki. Zrezygnowałam z pracy. Zamieniłam się w opiekunkę, rehabilitantkę i adwokata mojego ukochanego dziecka. Walczyłam z lekarzami, którzy próbowali postawić na niej krzyżyk, fizjoterapeutami, którzy nie wierzyli w sens zabiegów i ćwiczeń, urzędnikami, którzy próbowali obcinać finanse na leczenie i rehabilitację. W sprawach dotyczących dziecka byłam jak lwica. Odważna i nieprzejednana. A mój mąż? Utrzymanie naszej trójki spadło na jego barki. Na szczęście miał etat, a więc ubezpieczenie, i w miarę stabilną pracę. Przynosił do domu pieniądze, które ja skrupulatnie dzieliłam tak, żeby wystarczyło do końca miesiąca. Było ciężko. Pieluchy, maści przeciwodleżynowe, elektryczny ssak do odciągania zalegającej w oskrzelach flegmy, no i przede wszystkim – horrendalne opłaty za ćwiczenia i turnusy rehabilitacyjne. Robert nie skarżył się, nie narzekał. Ale też się nie włączał. Miałam wrażenie, że przytłacza go to, co dzieje się w domu. Że od tego ucieka. Nie próbował nawiązać kontaktu z córką, nie karmił jej, nie przewijał. Nie przytulał. Nie winiłam go za to. Sama miałam czasami ochotę wyrwać się do miasta. Nieraz patrzyłam z zazdrością, jak mąż wychodzi do pracy. Żal mi było tylko tego, że pomiędzy dwojgiem najbliższych dla mnie istot – córką i mężem – nie ma najmniejszej nawet więzi. – Zrozum, ja się zwyczajnie boję – powiedział kiedyś w chwili szczerości. – Andzia jest taka krucha i bezradna… A zresztą, i tak chyba nie bardzo wie, co się wokół niej dzieje. Ta ostatnia uwaga zapiekła mnie do żywego. To nie była prawda! – Naprawdę nie widzisz, jakie robi postępy? – zagotowałam się. – Zaczyna się uśmiechać, pokazuje oczami to, czego jej potrzeba, nauczyła się nawet przewracać z boku na plecki! Popatrzył na mnie oczami, w których czaił się smutek i rezygnacja. Zaczęłam się zastanawiać, czy tylko ja widzę, że nasze dziecko robi postępy? A może wcale ich nie robi, tylko oszukuję samą siebie? Przez następne miesiące prawie się z mężem do siebie nie odzywaliśmy. On wracał z pracy później, ja byłam pochłonięta ćwiczeniami i zabiegami rehabilitacyjnymi. Pojawiło się jednak coś jeszcze. Coraz częściej czułam od Roberta alkohol. – No co? Ciężko haruję na całą rodzinę, mam więc chyba prawo od czasu do czasu się odstresować! – wybuchł, kiedy tylko zwróciłam mu na to uwagę. – Od czasu do czasu? – syknęłam. – Wracasz podcięty niemalże codziennie! A w weekendy robisz się niespokojny i gburliwy, jakbyś już nie mógł się doczekać poniedziałku bez nas. – Jestem przepracowany, potrzebuję odpoczynku – powiedział już spokojniej, ale zaraz odwrócił się i włączył telewizor, kończąc rozmowę. – Uważaj, żebyś za chwilę nie miał więcej wolnego – powiedziałam do jego pleców. – Żaden pracodawca nie będzie tolerował trunkowego pracownika. Chyba zdajesz sobie sprawę? Wykrakałam, cholera! Miesiąc później Robertowi wręczono wypowiedzenie. Nogi się pode mną ugięły, kiedy to zakomunikował. Jego pensja to było jedyne źródło naszego utrzymania! – Coś znajdę, nie martw się – próbował mnie jeszcze uspokajać. – Z dyscyplinarką w CV? Chyba żartujesz?! – wrzasnęłam wściekła. I wtedy przyszedł mi do głowy pomysł na wyjście z impasu. Prosty, wręcz banalny. Ale jedyny możliwy. – Zamieniamy się – oznajmiłam. – Teraz to ty zajmiesz się leczeniem Andzi, a ja idę do pracy. – Co za bzdury opowiadasz? – prychnął. – Od 5 lat tylko gotujesz i pierzesz. Ty w ogóle masz pojęcie, jak wygląda obecny rynek pracy? Gdybym zastanowiła się chwilę nad tym, co powiedział, pewnie przyznałabym mu rację i wszystko zostałoby po staremu. A raczej… Do reszty by się zawaliło. Na szczęście, upojona swoim pomysłem, rzuciłam się do poszukiwań. Wysłałam około setki ofert i… odpowiedziała mi tylko jedna nieduża firma. Potrzebowali asystentki szefa, zaprosili mnie na rozmowę. – Przepraszam, ale ktoś z naszego działu kadr popełnił pomyłkę – bąknął mój niedoszły szef, od razu po rzuceniu okiem na moje papiery. – Niepotrzebnie panią fatygowaliśmy. – Macie już kogoś na to stanowisko? – spytałam zdumiona. – No… nie. Ale szukamy osoby z doświadczeniem, świetnie zorganizowanej, kogoś, kto będzie ogarniał mój kalendarz spotkań, zajmował się logistyką i negocjowaniem drobniejszych umów. A pani… Gospodyni domowa z symbolicznym stażem pracy, do tego ponad pięcioletnia przerwa w pracy. Nie, nic z tego nie wyjdzie. Wtedy poczułam, jak policzki robią mi się czerwone ze złości – Proszę pana, w czasie mojej „przerwy w pracy” opiekowałam się niepełnosprawną córką – wypaliłam bez zastanowienia. – Zorganizowałam rehabilitację, leczenie, wyegzekwowałam w urzędach należne świadczenia. Równocześnie prowadziłam dom i zarządzałam skromnym budżetem. Trudno o bardziej złożoną logistykę! Skończyłam i zaczęłam podnosić się z miejsca, zmierzając do drzwi, kiedy w miejscu osadził mnie jego głos: – Do licha! Ale ma pani gadane! No, jeśli w pracy potrafi pani być równie energiczna i przekonująca, to… – wstał i wyciągnął do mnie rękę. – Zapraszam do zespołu! Na próbę. Od tej rozmowy minęły 4 lata. Andzia jest dziewięcioletnią panną. Ja wciąż pracuję, awansowałam ze stanowiska asystentki na szefową jednego z działów firmy. Zarabiam nieźle, ale mam mało czasu. Zdarza się, że do domu wpadam, gdy córeczka już śpi. Na szczęście jednak… Robert wspaniale odnalazł się w roli jej opiekuna. Zmuszony początkowo przez sytuację, błyskawicznie mnie zastąpił. I ma na tym polu większe sukcesy ode mnie! Pod jego opieką Andzia nauczyła się mówić, pisać, poruszać na wózku. Intelektualnie nie odstaje już od swoich rówieśników! Mąż codziennie odwozi ją do integracyjnej szkoły, potem pędzą razem na rehabilitację i dodatkowe zajęcia. Lekarze są zdumieni, zaczęli nawet przebąkiwać o możliwości wstania przez nią z wózka! Robert przestał popijać, odzyskał pewność siebie, odnalazł swoje powołanie. Zresztą, zmiana życiowych ról obojgu nam wyszła na dobre. Wcześniej się męczyliśmy, teraz każde z nas czuje się spełnione. I tylko czasem, szczególnie w weekendy, kiedy Robert z Andzią nie wpuszczają mnie do kuchni, coś tam pichcąc na obiad, czuję się trochę niedoceniona. Cholera, oddałabym kwartalną premię za taki kontakt z córką, jaki ma mój mąż. Zofia, 30 lat Czytaj także: „Choć jestem ojcem Zosi, nigdy nie byłem jej tatą. Wolałem kochanki niż własną córkę. Teraz płacę za to najwyższą cenę" „Mam 5-letnie dziecko ze zdrady. Moja kochanka zmarła, a żona każe mi oddać córeczkę do sierocińca. Ta kobieta nie ma serca” „Przez moja głupotę, syn został kaleką. Krzyś potrzebuje kosztownej rehabilitacji, a moje konto zajął komornik. Zniszczyłem mu życie"
Pewnego razu ok. wróciłem do swojego pokoju. Wróciłem z wesela na które zaprosiła mnie moja współlokatorka. Wesele było w Częstochowie u jej znajomych. Pamiętam to był początek Sierpnia i taki upał, że ja pierdole. Wódka na weselu szybko robiła się ciepła. Ciepła? Wręcz gorąca. Nigdy nie piłem tak ohydnej wódki. Moja lokatorka jak sobie popiła zaczęła się przystawiać do mnie. No i a wyszło, jak wyszło, że wylądowaliśmy w łóżku, a jak wytrzeźwiała to mówiła mi, że nie może mi w oczy spojrzeć, że nie była sobą i się wyprowadza. Nie możemy razem mieszkać i tam takie głupoty. Mi tam to koło chuja latało, bo wylądowaliśmy w Radomsku, gdzie mieliśmy przesiadkę, a ja chciałem browary sobie skołować. I nawet jej nie słuchałem, tylko szukałem pobliskiego monopola, bo do Warszawy bym nie zniósł takiego pierdolenia. Gdy dojechaliśmy do Warszawy, był godzina Jak zajechaliśmy na Wilanów, była Byłem tak najebany, że myślałem tylko o śnie. Nagle dostaje telefon: -Gdzie Ty? To była Jolka, którą poznałem na jednym z bankietów na którym byłem. Jolka to Pani prezes jednej z firm. Ma 41 lat , wtedy 16 letnią córkę, po rozwodzie. Jolka zaprasza do siebie do mieszkania w pobliżu Placu Bankowego. Mówię jej, że jesteś zmęczony, ale ta nie odpuscza: -Przyjedź, jestem sama. -Przyjedź nie pożałujesz. -Przyjedź to poleżysz na cyckach. Kurwa nie wiedziałem co mam już na stojąco, ale tu mnie dupa na kawe zaprasza. Nagle dostaję kolejny telefon: -Za 5 minut takówka będzie pod twym blokiem, którą zamówiłam. Jolka nie odpuszczała, więc pojechałem!!!! Podjechałem pod jej dom i wyszła w szlafroku i w butach na obcasie otworzyć mi bramę. Zaprosiła do domu i ja tak sobie siadłem, a ona wyjęła kieliszki o szampana. Kurwa… byłem już tak najebany, że lewdwo siedziałem, ale musiałem wytrzeźwieć, żeby nie dać plamy. Siadłem na łóżko i się położyłem, a ona mnie obserwowała. Nagle sciągnąłem dresy mówiąc, że mnie coś tu”swędzi” i na jej oczach się po jajach drapalem. Ona śliniąc się mów-łobuz…. Ogólnie każda kobieta mnie łobuz nazywa, nie wiem czemu…. No i co? Poszło!!! Rzuciła się wręcz na mnie…..i tak się bzykamy dobrze, aż tu nagle jej córka z melanżu wraca i zastała w takiej fajnej pozycji, co niepowstydził się cyrkowiec. Zamknęła oczy i powiedziała, że ona nic nie widzi i poszła do siebie do pokoju… Jolka chciała, abym się przytulił do niej, ale ja zadzwoniłem po taxi i jechałem do siebie na Wilanów. W głowie miałem już jej córkę…. Taka piękna małotka mówię wam!!!! Zdobywałem ją trzy lata!!! Robiłem to dyskretnie, pomalutku, w przemyślany sposób. Było warto!!! Jolka mnie nienawidzi, a jej córka myślę, że dalej kocha. Jak dałem Ci do myślenia i chcesz mnie w jakiś sposób wesprzeć, to możesz mi postawić “małą czarną”, bo lubie brunetki :):) Postaw mi – MAŁĄ CZARNĄ Wszystko idzie na rozwój tego bloga – serwer, domena, autoresponder oraz na moją motywację do pisania. Muszę przecież mieć dużo energii, żeby pisać obszerne blogi takie jak ten, a to oznacza, że mała czarna jest wskazana :):) A tak serio, to będzie mi bardzo miło, że ktoś mnie docenił zgodnie z prawem wzajemności :):)
Orędzie krzyża zawiera słowa wyrażające miłość Jezusa do Matki i umiłowanego ucznia, obecnych na Kalwarii podczas Jego męki. Św. Jan mówi w swojej Ewangelii, że „obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego” (por. J 19,25). Kobieta stojąca pod krzyżem — prawdopodobnie od lat będąca wdową, teraz miała utracić i Syna. Była Ona do głębi wstrząśnięta tym, co oglądała w ciągu ostatnich dni męki, i tym, co odczuwała i przeczuwała stojąc obok krzyża. Jakże odmówić Jej prawa do płaczu i cierpienia? Chrześcijańska tradycja wczuła się w dramat tej Niewiasty pełnej godności, lecz z sercem rozdzieranym bólem, rozważa go i duchowo w nim uczestniczy: Stabat Mater dolorosa iuxta crucem lacrimosa, dum pendebat Filius. Obecność Maryi pod krzyżem to nie tylko kwestia „ciała i krwi”, nie tylko kwestia uczucia, bez wątpienia szlachetnego, lecz tylko ludzkiego. Ta obecność dowodzi również Jej pełnego, całkowitego zaangażowania w odkupieńczą ofiarę Syna. Maryja chciała uczestniczyć do końca w cierpieniach Jezusa, ponieważ nie odepchnęła miecza zapowiedzianego przez Symeona (por. Łk 2,35), lecz — razem z Chrystusem — przyjęła tajemniczy plan Ojca. Ona stała się pierwszą uczestniczką odkupieńczej ofiary i miała już na zawsze pozostać doskonałym wzorem dla tych, którzy bez wahania przyłączają się do tej ofiary. Z drugiej strony, macierzyńskie współcierpienie wyrażające się w Jej obecności pod krzyżem, pogłębiało dramat śmierci krzyżowej, tak bliski dramatom wielu rodzin, matek i dzieci połączonych poprzez śmierć po długich okresach rozłąki spowodowanej wymogami pracy, chorobą lub przemocą, stosowaną przez jednostki lub grupy. Jezus patrzący na Matkę, która stoi pod krzyżem, wspomina czasy Nazaretu, Kany, Jerozolimy. Być może wraca pamięcią do śmierci Józefa, myśli o swoim oddaleniu od Niej, o samotności, w której żyła w ostatnich latach i która teraz się pogłębi. Maryja rozważa wszystkie sprawy, które przez całe lata „zachowywała w sercu” (por. Łk 2, i które dopiero teraz, w perspektywie krzyża potrafi lepiej zrozumieć. W Jej sercu ból i wiara stapiają się w jedno. I oto Maryja dostrzega, że Jezus patrzy na Nią z wysokości krzyża i mówi do Niej. „Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój»” (J 19,26). Jest to dowód synowskiej czułości i przywiązania. Jezus nie chce, by Matka została sama. Na swoje miejsce daje Jej jako syna ucznia, o którym Maryja wie, że jest uczniem umiłowanym. W ten sposób Jezus powierza Maryi nowe macierzyństwo i prosi Ją, by traktowała Jana jak własnego syna. Jednakże uroczysta forma owego zawierzenia („Niewiasto, oto syn Twój”) i to, że dokonuje się ono w kulminacyjnym momencie dramatu krzyża, a także powaga i zwięzłość słów, które brzmią niemal jak formuła sakramentalna, pozwalają sądzić, że chodzi tu o coś więcej niż sprawy rodzinne i że fakt ten należy widzieć w perspektywie dzieła zbawienia, odkupieńczej misji, w której obok Syna Człowieczego uczestniczy Niewiasta — Maryja. Doprowadzając do końca to dzieło, Jezus prosi Maryję, by ostatecznie zaakceptowała ofiarę, którą On składa z siebie samego na zadośćuczynienie, uważając odtąd Jana za swojego syna. I tak Maryja za cenę matczynej ofiary otrzymuje to nowe macierzyństwo. Jednakże znaczenie owego synowskiego, pełnego mesjańskiej treści gestu posiada zakres o wiele szerszy, aniżeli osoba umiłowanego ucznia, danego Maryi jako syn. Jezus pragnie dać Maryi potomstwo o wiele liczniejsze, pragnie dla Niej ustanowić macierzyństwo, które obejmuje wszystkich, żyjących wówczas i w przyszłości, Jego naśladowców i uczniów. Gest Jezusa posiada zatem znaczenie symboliczne. Jest nie tylko gestem Syna zatroskanego o los Matki, ale gestem Odkupiciela świata, który powierza Maryi — „Niewieście” — rolę nowego macierzyństwa obejmującego wszystkich ludzi wezwanych do wspólnoty Kościoła. W tym więc momencie z wysokości krzyża Maryja zostaje ustanowiona, jak gdyby „konsekrowana” na Matkę Kościoła. Dar, który otrzymał Jan, a w nim wyznawcy Chrystusa i wszyscy ludzie, jest niejako dopełnieniem daru z samego siebie, który Jezus w chwili śmierci krzyżowej ofiarował ludzkości. Maryja i Jezus stanowią poniekąd „jedno” nie tylko dlatego, że są Matką i Synem „wedle ciała”, ale również dlatego, że Bóg w swoim przedwiecznym zamyśle widział ich, przeznaczył i umieścił razem w centrum dziejów zbawienia. Dlatego Jezus wie, że Maryja musi być włączona nie tylko w Jego ofiarę składaną Ojcu, ale i w Jego oddanie się ludziom. Maryja z kolei zachowuje postawę całkowitej harmonii z Synem w owym akcie ofiary i oddania, będącym niejako przedłużeniem fiat wypowiedzianego w chwili zwiastowania. Podczas swej męki Jezus został ogołocony ze wszystkiego. Na Kalwarii pozostała Mu tylko Matka. Ją także — w akcie najwyższego wyrzeczenia — dał światu, zanim swą misję dopełnił ofiarą z własnego życia. Jezus jest świadomy tego, że nadeszła chwila, w której się wszystko wypełni, jak mówi Ewangelista, jest „świadom, że już wszystko się dokonało” (J 19,28). I pragnie, by wśród tego, co się „dokonało”, znalazł się również dar Matki dla Kościoła i dla świata. Chodzi tu o macierzyństwo duchowe, które — zgodnie z chrześcijańską tradycją i nauką Kościoła — występuje w porządku łaski. Sobór Watykański II nazywa Maryję „matką w porządku łaski”. Jej macierzyństwo jest więc w swej istocie „nadprzyrodzone”, należy do sfery działania łaski, rodzi w człowieku życie Boże. Dlatego jest ono przedmiotem wiary, podobnie jak łaska, z którą jest związane, aczkolwiek nie wyklucza, a przeciwnie, pociąga za sobą całe bogactwo myśli i serdecznych uczuć nadziei, ufności i miłości, które wchodzą w zakres owego daru Chrystusa. Jezus, który wiedział, czym jest matczyna miłość Maryi, pragnął, by także w duchowym życiu Jego uczniów obecna była radość płynąca z owej miłości, stanowiącej element więzi z Nim samym. Chodzi więc o to, by widzieć w Maryi Matkę i traktować Ją jak Matkę — pozwolić Jej się wychowywać do prawdziwego posłuszeństwa Bogu, do prawdziwej jedności z Chrystusem i do prawdziwej miłości bliźniego. Również ten aspekt więzi z Maryją można odczytać w przesłaniu krzyża. Bowiem jak mówi Ewangelista, Jezus „następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja»” (J 19,27). Chrystus wyraźnie zaleca uczniowi, by zachowywał się wobec Maryi tak, jak syn wobec matki. By Jej macierzyńską miłość odwzajemniał swoją miłością synowską. Skoro uczeń zastępuje Maryi Jezusa, musi Ją naprawdę miłować jak rodzoną matkę. To tak, jakby Jezus mu powiedział: „Kochaj Ją tak, jak Ja Ją kochałem”. A skoro Jezus widzi w owym uczniu przedstawiciela wszystkich ludzi, którym pozostawia swój testament miłości, to wezwanie do miłowania Maryi jako własnej matki odnosi się do wszystkich. Krótko mówiąc, te słowa Jezusa dają początek maryjnemu kultowi Kościoła. Jezus za pośrednictwem Jana oznajmia Kościołowi, że chce, by każdy z Jego uczniów darzył Maryję szczerym synowskim uczuciem, jako Matkę otrzymaną od Niego. Słowa wypowiedziane przez Jezusa w chwili konania ukazują znaczenie kultu maryjnego, który istnieje w Kościele od początku. Na zakończenie Ewangelista mówi: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,27). Znaczy to, że natychmiast wypełnił on wolę Jezusa. Przyjął Maryję do siebie: w tym momencie — przyjmując Maryję do swego domu — okazał Jej synowską miłość, otoczył opieką, ofiarował Jej możliwość skupienia i spokoju w oczekiwaniu na ponowne połączenie się z Synem, pomagał Jej w pełnieniu zadań wynikających z Jej roli wobec powstającego Kościoła, zarówno w dniu Pięćdziesiątnicy, jak w późniejszych latach. Postawa Jana wobec Maryi jest wypełnieniem ostatniej woli Jezusa, ale posiada także znaczenie symboliczne dla każdego z uczniów Chrystusa, wezwanych do przyjęcia Maryi do siebie i dania Jej miejsca we własnym życiu. Bowiem na mocy słów konającego Jezusa, w życiu żadnego chrześcijanina nie może zabraknąć specjalnego „miejsca” dla Maryi, musi się Ona znaleźć w każdym życiu. Na zakończenie tych rozważań w ramach katechez o orędziu krzyża pragnę zachęcić wszystkich do zastanowienia się nad tym, jak przyjąć Maryję do siebie, do swojego życia, a równocześnie zwracam się do wszystkich z wezwaniem, by coraz bardziej starali się docenić dar, który uczynił nam Jezus Chrystus, Matkę swoją dając nam za matkę.
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2011-11-18 19:31:52 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-11-18 20:46:46) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Temat: chłopak z własną matką potrzebuje wasWitam jestem nowa na tym forum jak coś nie tak napisze to prosze o zrozumienie...Mój problem polega na przyłapaniu własnej matki z moim może od początku: Mój ojciec zmarł 4 lata temu i zostałam z matką sama ,wspieraliśmy się nawzajem wszystko się układało roku śmierci ojca zakochałam się w Tomku(imie zmienione)byliśmy razem 3 lata aż tydzien temu jak się dowiedziałam że mój partner którego kocham miał romans z moją matka!Tomek mieszkał u mnie pół roku było dobrze, układało się nie odbierałam żadnych sygnałów że może mnie zdradzać i to z matką:(TO było w tamtą środe ja chodze do pracy i kończę prace o 16 i też tak oni myśleli ehh ale wróciłam wcześniej bo mnie jakaś grypa złapała i co nakryłam ?? własną matke z tomkiem w łóżku zabawiających się dobrze .Nie wiem ile ten romans trwał spakowałam rzeczy i się przeprowadziłam do rodziców ojca ..Jak oni mogli cały czas powtarzam sobie to pytanie i to matka to jest obrzydliwe masakra nie umiem sobie z tym poradzić , nie mam komu nawet tak szczerze wygadać to mnie przerosło ..Nie odzywam się ani do matki(to już nie jest moja matka) ani do Tomka ignoruje ich ,nie chce z nimi gadać za to świństwo dodam żę ten Tomek jest starszy ode mnie o 4 lata ,a matka jest starsza od niego o 16 cię taki problem ?? jak sobie poradziliście z tym?? Każde rady mi pomogą i chce się wygadać bo zostałam sama:/:( 2 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 19:39:39 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasSzczerze Ci współczuję..ja bym chyba nie mogła wybaczyć..ani jednemu,ani drugiemu..powiem Ci szczerze,ze chyba niewiele osób będzie w stanie Ci w takiej sytuacji pomóc..ale może wybrałabyś się do psychologa?żeby się wygadać.. 3 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 19:48:52 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-11-18 20:48:06) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasIssabell mam taki zamiar bo nie daje rady psychicznie .leże w łóżku na samej wodzie i papierosach .oczy podkrążone od łez i tak dalej.. wiesz teraz to ja nawet jestem w stanie zrozumieć zdrade chłopaka ale z własną matką to mnie brzydzi , zostałam zraniona przez 2 najbliższe mi osoby co myślałam że zawsze moge na nich liczyć a tu porażka dobrze że mam kochanych dziadków ojca bo nie wiem gdzie bym teraz się podziała chyba pod mostem , ponieważ nie zarabiam tyle by wynająć jakąs kawalerke i nawet nie mam głowy do tego:/ 4 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 19:51:33 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasA czy oni wiedzą dlaczego u nich teraz mieszkasz?I w ogóle co mówiła Ci Twoja matka i Twój chłopak na temat tego co zobaczyłaś?próbowali Ci coś wyjaśnić?zresztą co tu wyjaśniać... 5 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 19:54:06 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasDziadkom powiedziałam że sie pokłóciłam z matka i czy moge u nich się zatrzymać ..Coś mówili jak się pakowałam że to nie tak, że tak jakoś wyszło ale naprawde uwierz mi nawet ich słuchać nie chciałam myślałam tylko jak się szybko spakować i wyjechać nie widząc ich twarzyZwracaj uwagę na apoteoza 6 Odpowiedź przez ania1975 2011-11-18 19:59:22 ania1975 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-15 Posty: 135 Wiek: 36 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was słonko - tak strasznie mi przykro myślę, że naprawdę dobrze by ci zrobiła rozmowa z jakimś sensownym psychologiem Jak umrę i spotkam Amora, to wsadzę mu ten jego łuk w dupę 7 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 20:02:46 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasJedynie psycholog..wiesz ja raczej wątpię,że ktoś z nas mógłby naprawdę Ci pomóc..ale pisz tu ile wlezie..przynajmniej lżej Ci będzie na sercu.. 8 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 20:08:21 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-11-18 20:50:42) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was dziękuje wam że mnie chociaż wysłuchacie ,wybiorę się wybiorę ale na razie nie daje rady wstać z łóżka ...i znów się pojawił problem straciłam prace a mam wykształcenie podstawowe i co ze mną będzie nie wyobrażam sobie tego zostałam sama bez żadnych perspektyw do życia , całe życie u dziadków siedzieć nie mogę do matki przecież nie wrócę bo bym ja chyba zabiła ,,?Ja już głupieje chyba nie długo to mnie w psychiatryku zamkną 9 Odpowiedź przez Sadie 2011-11-18 20:12:51 Sadie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: w trakcie Zarejestrowany: 2011-09-08 Posty: 3,410 Wiek: 31 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Zareagowalabym chyba podobnie. Tez nie chcialabym ich widziec i wybralabym zycie bez nich obojga. Przykro mi strasznie...Pisz tutaj, moze chociaz troche ci ulzy. Powodzenia zycze. Kiedy się urodziłam, diabeł spojrzał, skrzywił się i mruknął...szlag konkurencja 10 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 20:15:35 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasA nie możesz się zapisać do jakiejże szkoły?nie wiem skąd jesteś,ale u nas jest pełno żaków,cossinusów itp,które w swojej ofercie maja licea dla dorosłych i to chyba bezpłatnie.. 11 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 20:17:12 Ostatnio edytowany przez apoteoza (2011-11-18 20:53:27) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasno wybrałam życie bez nich bo nigdy tego nie wybaczę ale boli to cholernie dwie osoby które tak kochałam takie świństwo... z jednej strony ciesze się że wtedy wróciłam wcześniej z pracy bo się chociaż dowiedziałam a tak bym pewnie nadal żyła z pewnością, że nic miedzy nimi nie jest..Po prostu ich nienawidzę jak sobie myśle o nich to po prostu na wymioty mnie bierze,, to tak strasznie boliPisownia! 12 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 20:19:10 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasIssabell ja mieszkam od lublina jakieś 70km ...wiem że są bezpłatne ale co z tego ja nie utrzymam się sama chociaż jakbym chodziła do szkoły to bym miała rente po ojcu ale co to 200zl a u dziadków dlugo siedzieć nie bede... 13 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 20:22:51 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasTak,ale to są szkoły w weekendy wiec w tygodniu mogłabyś pracować,a pewnie w co 2 weekend miałabyś szkołę.. 14 Odpowiedź przez Sadie 2011-11-18 20:23:38 Sadie Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: w trakcie Zarejestrowany: 2011-09-08 Posty: 3,410 Wiek: 31 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was A nie mozesz usiasc z dziadkami, powiedziec co sie stalo, zapewnic ze skonczysz to liceum dla doroslych i czesc renty im oddawac niejako na "utrzymanie"? Moze akurat w takiej sytuacji okaza zrozumienie i pozwola ci zostac poki sie lepiej ne ustabilizujesz? Wiesz, nie bardzo cie w takiej sytuacji stac na unoszenie sie duma czy honorem Kiedy się urodziłam, diabeł spojrzał, skrzywił się i mruknął...szlag konkurencja 15 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 20:30:00 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasmoże i macie racje ale narazie to nie mam sił na nic jestem w rozsypce .... własnie dostałam esa od koleżanki że ex mieszka jeszcze u mojej matki , nie moge poprostu jak oni mogli i jak moga mi to robić 16 Odpowiedź przez krewzalewa 2011-11-18 20:31:18 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Masakra jakaś. Swoją droga to twoja matka musi chyba się dobrze trzymać, że się chłopak pokusił. Jestem facetem 17 Odpowiedź przez Imeow 2011-11-18 20:32:50 Imeow Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: Grafik Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 521 Wiek: 25 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje waso matko, jakie to chore.... 18 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 20:34:35 Ostatnio edytowany przez patinka20 (2011-11-18 20:35:53) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was po śmierci ojca z matką byliśmy jak przyjaciółki (oczywiście po jakimś czasie bo pierwsze miesiący to sam płacz, żałoba) razem na zakupy, solarium ,wszystko robiła żeby wygładać tak jak ja ale mi to wtedy nie przeszkadzało bo widziałam jak jej ciężko było i byłam z nią nom stop żeby miała wsparcie i tak mi się odwdzieńćzyłai proszę was nie mówcie że to moja matka bo nią nie jest i nie bedzie już nigdy 19 Odpowiedź przez strzała 2011-11-18 20:36:23 strzała 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-01 Posty: 4,600 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Nie wiem, dlaczego to właśnie dorosłych należałoby uczyc rozumu,przecież są naszymi rodzicami,a zachowują się często, jak bezwartościowe istoty pozbawione jakichkolwiek zasad ,norm ,to po prostu zbędne trzymaj się. Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko... 20 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 20:38:56 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasWiesz co..matka jak matka..po śmierci ojca potrzebowała pocieszenia(fakt to nie usprawiedliwienie)ale co w głowie miał Twój facet?czy on myśli tylko fiu*tem? 21 Odpowiedź przez krewzalewa 2011-11-18 20:42:15 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was strzała napisał/a:Nie wiem, dlaczego to właśnie dorosłych należałoby uczyc rozumu,przecież są naszymi rodzicami,a zachowują się często, jak bezwartościowe istoty pozbawione jakichkolwiek zasad ,norm ,to po prostu zbędne trzymaj Patinka jedynie co się z wiekiem zmienia to ciało i ilość pochłoniętej wiedzy poza tym jesteśmy tacy sami czyli jak dzieci chociaż próbujemy udawać bardzo mądrych. Jestem facetem 22 Odpowiedź przez strzała 2011-11-18 20:42:22 strzała 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-01 Posty: 4,600 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Właśnie matka to matka i to ona nie powinna nigdy zrobic czegoś takiego własnej zaś to jeszcze nie mąż ,nie rodzina,choc to boli tak samo ,ale mim zdaniem to matka ponosi największą winę za to co się stało i nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia. Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko... 23 Odpowiedź przez krewzalewa 2011-11-18 20:44:36 krewzalewa Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-10-23 Posty: 393 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Issabell napisał/a:Wiesz co..matka jak matka..po śmierci ojca potrzebowała pocieszenia(fakt to nie usprawiedliwienie)ale co w głowie miał Twój facet?czy on myśli tylko fiu*tem?No większość myśli tą mniejszą głową taka prawda. Jestem facetem 24 Odpowiedź przez cieplakobietka44 2011-11-18 20:50:09 cieplakobietka44 Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-10 Posty: 18 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasBoże,ja myslałam,że mam pokręcone życie ale Ty taka młoda i musisz przeżyć taki cios. To nie jest wartościowa matka. Nic jej nie usprawiedliwia. Na dodatek nie wyrzuciła go z domu tylko nadal z nim mieszka. Nie wybaczyłabym jej tego nigdy. Dasz sobie radę,całe życie przed tobą. Dziadkowie muszą poznać prawdę. Nie powinnaś tego ukrywać. Koniecznie im się wyżal. Tam nigdy już nie twarda. Znam kilka osób spośród moich znajomych którzy też nie utrzymują kontaktów z rodzicami. Samo życie. Widać że twoja matka jest,nazwijmy to po imieniu-zwykłą te baby w porno filmach też są czyiś matkami :-(( Trafiło na ale to nie koniec świata. Poczuj się tak jakbyś nie miała matki i tak żyj. Znajdziesz nową milość i sama będziesz matką,i bądż wspaniałą!!!! A ona bedzie sama,stara i samotna.....Na to zasłużyła 25 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 20:50:49 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasTomek ehh no ideał był jak dla mnie opiekuńczy, kochający ,romantyczny, pomocny, nie był pijakiem , nie bił za rok mysleliśmy o słubie a tu śie okazało żę z moja matką pewnie weżmie no masakra... potrzebowała pociesznia mogła sobie znajść innego a nie chłopka córki,, jest atrakcyjna wygłada bardzo ładnie zadbana dobrze zarabiaaca a czepiła się mojego jestem ciekawa kto wysunał sie z propozycja do łóżka i tak bym im nie wybaczylą 26 Odpowiedź przez Muszka28 2011-11-18 21:08:33 Ostatnio edytowany przez Muszka28 (2011-11-18 21:09:24) Muszka28 Wróżka Bajuszka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-30 Posty: 226 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasTutaj to brakuje słów nie wiem co ja bym zrobiła ale skontaktuj się z jakimś psychologiem bo to dla ciebie trauma jest aby wyjść z niej jakoś musisz z kimś pogadać 27 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 21:24:29 Ostatnio edytowany przez patinka20 (2011-11-18 21:28:13) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasczytałam dużo wątków tutaj o zdradzie jak sobie nie radzą że do psychologa chodzą i jak to przeżywają:( a ja mam dwie zdrady jak tak patrząc matka i ten dupek tak wiem wiem muszę się wybrać ale na razie to nie mam sił by gdziekolwiek wstać i zacząć funkcjonować 28 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 22:42:38 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasprzemogłam się i pow dziadkom wszystko co i jak ,niech wiedza jaka mieli synową ..powiedzili że za nim coś sobie nie znajde moge u nich pomieszkiwać ale cięzko u nich z kasą i mało miejsca a wiec długo tam miejsca nie zagrzeje:/ 29 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 22:51:18 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasKurcze,naprawdę masz ciężką sytuację..a nie możesz u nich zostać jak znajdziesz jakaś prace i się dokładać? 30 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 22:52:46 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasno narazie to z praca bedzie cieżko nawet nie myśle o ty to jest wszystko takie świeże tak to boli 31 Odpowiedź przez Issabell 2011-11-18 22:57:05 Issabell Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-01 Posty: 1,387 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasTak wiem,ale musisz mieć w zanadrzu plan awaryjny..póki co możesz "leżeć w domu i wypłakiwać smutki"ale co potem? 32 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 23:12:39 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasnarazie to nie myśle o przyszłości , narazie to myśle o przeszłości jak oni mogli mi to zrobić 2 osoby co były moim światem 33 Odpowiedź przez kamcia89 2011-11-18 23:12:54 Ostatnio edytowany przez kamcia89 (2011-11-18 23:13:57) kamcia89 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-25 Posty: 252 Wiek: 25 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasstraszna historia..jak mozna tak postapic wobec wlasnej corki??!! ja mam tez swojej mamie wiele do zarzucenia..ale zyje z nia normalnie, na co dzien o tym nie mysle. ale to co twoja m. zrobila to po prostu cios prosto w serce. smazyc sie bedzie za to w piekle... wohole obrzydliwe to jest, facet jest tak samo winny, oboje nie sa warci ani jednej twojej lzy. jak ona mogla z nim sypiac , wiedzac ze wlasna corka robi z nim to samo. to jest chore! do psychologa powinnas pojsc jak najszybciej, odsuwajac wizyte bedziesz tlumic swoja zlosc, znam ludzi ktorzy chodzili na wizyty i naprawde to jest najlepsze rozwiazanie. musisz teraz myslec przede wszystkim o sobie. 34 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 23:20:46 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje waswidocznie mogli mi to zrobić:( nienawidze ich poprostu !! Jak tu myśleć o sobie . jak cały czas mam przed oczyma to co oni robili jak weszłam:( 35 Odpowiedź przez kamcia89 2011-11-18 23:25:12 kamcia89 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-25 Posty: 252 Wiek: 25 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasnie watpie. czas leczy rany, ta niestety pozostanie na cale zycie. ale napewno przyjdzie taki czas ze ulozysz sobie zycie, i nie bedziesz chciala tego pamietac. 36 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 23:40:45 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasuwierz mi chciałabym to zapomnieć już teraz ale się nie da ..najgorzej jest w nocy gdy wkońcu usne odrazu koszmary i się z krzykiem budzę a najlepiej jakby wogóle taka sytuacja się nie stała... może po drugiej stronie jest lepiej... 37 Odpowiedź przez Aranjani 2011-11-18 23:45:38 Aranjani Cioteczka Dobra Rada Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-09-25 Posty: 352 Wiek: 28 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was patinka20 napisał/a:uwierz mi chciałabym to zapomnieć już teraz ale się nie da ..najgorzej jest w nocy gdy wkońcu usne odrazu koszmary i się z krzykiem budzę a najlepiej jakby wogóle taka sytuacja się nie stała... może po drugiej stronie jest lepiej...Nawet tak nie fajną kobietą, młodą... czas leczy rany. Poradzisz sobie i kiedyś znajdziesz człowieka, który będzie dla Ciebie, a Ty dla niego całym światem:) 38 Odpowiedź przez strzała 2011-11-18 23:49:35 strzała 100% Netkobieta Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-01 Posty: 4,600 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Patinka przytulam Cię jest niestety czasami tak porypane,że nie mamy na to nie ma nic gorszego, niż tak po prostu poddac się ,pozwolic by coś nas złamało, w bardzo ciężkiej sytuacji,ale nie pozwól ,aby te beznadziejne istoty sprawiły, że nagle stracisz sens oni kiedyś zrozumieją,jak wielką krzywdę Ci zrobili,choc to już nie ma znaczenia w tym poddawaj się,jestem z Tobą. Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko... 39 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-18 23:53:57 Ostatnio edytowany przez patinka20 (2011-11-19 00:28:43) patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasale co ja im takiego zrobiłam nic ...:( to życie jest bez sensu jutro mam jechać po rzeczy swoje bo ma ich nie być a mam klucze:/ chociaż nie chce ale musze:/ 40 Odpowiedź przez iw25 2011-11-19 11:40:10 iw25 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: szwaczka Zarejestrowany: 2011-08-15 Posty: 668 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Naprawdę przykra sytuacja. Ja ma ojca który jak dla mnie " umarł". Naprawdę brak slow na coś takiego gdy dwoje ludzi których kochasz robią ci coś takiego. Bądź silna, ból przejdzie i z czasem zaczniesz na nowo układać sobie życie. pora na zmiany...Piotrus ur Moj skarb 41 Odpowiedź przez kamcia89 2011-11-19 12:23:22 kamcia89 Woman In Red Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-08-25 Posty: 252 Wiek: 25 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasnie mozesz tak myslec! domyslam sie ze w takiej sytuacji rozne rzeczy chodza po glowie. ale masz zyc, ulozyc sobie zycie, nie mowie ze za miesiac lub dwa, bo to napewno potrwa poki sie z tego podniesiesz. ale pokaz im ze sa nikim , poradzisz sobie a oni beda cierpiec. musisz udowodnic ze jestes lepsza, zrobisz to nie poddajac sie . wierze w ciebie. 42 Odpowiedź przez maja 84 2011-11-19 13:38:43 maja 84 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-27 Posty: 562 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasPaulinko, to aż się z głowie nie miesci jak matka może zrobić dziecku taka krzywde, rzeczywiscie potrzebny jest Tobie psycholog, bo samej bedzie Ci ciezko przez to przejsć, najgorzej,że mama dalej mieszka z Twoim chłopakiem i zupełnie nie widzi Twojej krzywdy, nic sobie z tego nie około 40 lat, jest kobietą w srednim wieku i to zawsze będzie widać, cokolwiek zrobi, rywalizować z 20 letnią córką jest żałosne, ma go teraz ale na jak dlugo? To raczej związek bez przyszłości a córkę wysoka cena za romans, Paulinko przecież możesz sie uczyć, zdobyć chociaż jakis zawód, będziesz miala nie tylko rente po tacie ale i alimenty od matki, która dobrze zarabia, jak będziesz miała zawód łatwiej ci będzie zdobyć prace. Nie będziesz musiała być na utrzymaniu mamie hormony zalały mózg i serce a to czysta patologia 43 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-19 15:31:43 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasdziekuje za wsparcie. pocieszenie , nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy...Dziś byłam po rzeczy swoje miało nikogo nie być ... zaczełam się pakować i wszedł ex zaczał przepraszać to pow mu że mnie zranil i w dupi* mam jego przeprosiny ,niech dalej mieszka z matka ehhh... a on na mnie zaczał krzyczeć że się puszczam itp no myślalam że padne i co się póżniej dowiedziałąm cytuje:Iwona( matka bleee) powiedzieła mi że mi cie szkoda (o tomka chodzi) taki ładny, ułożony chłopak zostaw ją(czyli mnie) ona się puszacza, spotyka się z innymi za twoimi plecami...Tak matka powiedziała tomkowi no nie moge nie dość że zero prawdy to jescze matka takie plotki wymyśliła mam ochote spotkać ją w nocy gdzieś i zadać kosę.... 44 Odpowiedź przez maja 84 2011-11-19 16:05:26 maja 84 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-27 Posty: 562 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasPaulinko , to co robi matka jest chore, najwyraźniej rywalizuje z własnym dzieckiem, nie jesteś jej kolezaką!Odetnij się od tej patologii , zapisz do szkoły i wystąp do sądu o alimenty, nie warto się mścić bo zniszczysz sobie życie a ten chłiopak nie jest tego wart!Więcej tam nie chodź, to straszna historia, jak z amerykańskiego programu. 45 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-19 17:39:40 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasa na jakiej podstawie matka może płacić limenty jestem pełnoletnia przecież...mam na imie Patrycja a nie Paulina... 46 Odpowiedź przez maja 84 2011-11-19 17:57:45 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2011-11-19 18:20:41) maja 84 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-10-27 Posty: 562 Wiek: 27 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasPodstawą ma być właśnie to,że sie uczysz i zdobywasz zawód, na tej samej podstawie dostaniesz rentę po ojcu i nie ma tu znaczenia,że jesteś pełnoletnia, alimenty rodzice płacą na uczące się dziecko. Patrycja ta szkoła jest bardzo ważna, przecież są Zespły Szkoł Zawodowych coś sobie wybierzesz, albo jaks inna,będzie ci łatwiej o pracę , jesteś młoda i powinnaś sie uczyć, myśl o wiem, czy w tym roku sie uda, bo rok szkolny sie zaczął ale popytaj, porozmawiaj z mamie alimentami to bedzie najlepsze co możesz zrobić, przynajmiej zrobisz coś dla siebie i nie zmarnujesz sobie zycia jakimiś pomysłami o krwawej jak to bedzie szkoła wieczorowa, bo nie wiem czy sie załapiesz na dzienną a nie bedziesz miala pracy to alimenty mamę obowiazują, bo jestes jeszcze w wieku alimentacyjnym i się ' załapujesz" 47 Odpowiedź przez patinka20 2011-11-19 19:26:03 patinka20 Do zakochania jeden krok Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-18 Posty: 45 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje wasnajlepszym dla mnie rozwiazaniem by było wyjechać gdzieś za granice ale nie mam do kogo:/ 48 Odpowiedź przez daria1968 2011-11-19 22:23:25 daria1968 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-03-02 Posty: 1,325 Odp: chłopak z własną matką potrzebuje was Zapamiętaj jedną rzecz - to Twoja - (nie wiem jak ją nazwać,więć będę pisać ona i Twój były mają problem -nie musisz nigdzie uciekać bo nie zrobiłaś nic młoda i wiele dobrego przed chyba nie byliście długą parą,nie wiele o sobie wiedzieliście skoro młody tak się dał naprawdę teraz cierpi jakaś cząsta Ciebie właśnie ta która nie pozwala Ci przespać spokojnie nocy,która nie pozwala zapomnieć...Też przeszłam miłosne porażki - i nauczyłam się być sama sobie przyjaciółką, cierpię,jest mi żle wyobrażam sobie że przytulam Tą zranioną cząstę i mówię do niej " Wiem,że teraz jest Ci bardzo chcesz płacz -posiedzę przy Tobie .Ale zastanów się czy warto z tego powodu uronić chociaż jedną łze?" Z czasem będzie coraz lepiej i nie będziesz potrzebowała ani Jej ani jego. Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Od lat obserwuję jak moi pacjenci na hasło “matka” i prośbę, żeby opowiedzieć coś więcej o tej relacji, sztywnieją - mówi Rutkowski Terapeuta zauważa, że toksyczność niezwykle często obudowana jest w piękne i kolorowe ramy nadopiekuńczości Nadopiekuńczość jest zawoalowaną formą przemocy, którą rodzice przykrywają swoją bezsilność Więcej znajdziesz na stronie głównej Ewa Raczyńska/Onet: W Polsce o matkach nie mówi się źle, tymczasem pan pisze o toksycznych matkach. Robert Rutkowski: W gabinecie teraupetycznym, gdy pada komunikat, że mama pacjenta jest lekarzem, nauczycielką, czy prawnikiem lub pracowała w służbach mundurowych, od razu pojawia się diagnostyka. Od lat obserwuję jak moi pacjenci na hasło "matka" i prośbę, żeby opowiedzieć coś więcej o tej relacji, sztywnieją. I to wcale nie jest łatwe, bo my o naszych matkach nie mówimy źle, nie pozwalamy sobie na tworzenie ich negatywnego obrazu. Żyjemy w kontekście, gdzie do słowa “matka” natychmiast dopowiadamy "boska", albo "Polka". Widzimy pomnik. Tak i jest to w nas bardzo silnie utrwalone. Zostałem zaproszony do jednej ze stacji radiowych właśnie, by porozmawiać o toksycznych relacjach z matkami. W trakcie audycji zadzwonił słuchacz, który powiedział: "matka to jest świętość, matkę trzeba szanować, nie wolno o niej powiedzieć złego słowa". Jego reakcja była ewidentnym potwierdzeniem zasadności i pochylenia się nad tym tematem. Żyjemy w totalnej ślepocie emocjonalnej, która uniemożliwia porozmawianie szczerze o swoich matkach. Ludzie są bardzo tutaj zblokowani. Polecamy: "Żałuję, że zostałam matką". Siedem trudnych historii Myślę, że powinniśmy uściślić, że toksyczna matka, to nie patologia, to niekoniecznie matka nadużywająca alkoholu czy uzależniona od narkotyków. Zgroza jest taka, że historie zawarte w książce "Toksyczna matka" są spoza gabinetu. One były tuż pod powierzchnią, nie trzeba ich było specjalnie szukać. Okazuje się, że mnóstwo ludzi doświadczyło relacji z toksyczną matką. W naszej książce o swojej trudnej relacji z matką opowiada kobieta, a kolejną bohaterką jest jej córka, która mówi toksycznej relacji ze swoją matką. Konfrontujemy to z pozycji skryptu rodzinnego. Zobacz także: Marta Frej: poruszam tematy, o których nie wypada rozmawiać Toksyczność to nie patologia. "Matka strofowała mnie od dzieciństwa na każdym kroku, czy mam dobrze naciągniętą czapkę, czy nie chodzę po kałużach, czy zjadłam pomidora czy jabłko ze skórką. Nie mogłam skakać, bo się spocę, przewrócę. Nie wolno mi było samej nic zrobić w kuchni, bo sobie zrobię krzywdę. U kogoś w gościach miałam cicho się bawić, żeby nie przeszkadzać i uważać, żeby czegoś nie popsuć, nie nakruszyć przy jedzeniu, nie ściągać narzuty, nie trzymać nóg na fotelu, nie garbić się, nie mówić za głośno. A jak w zerówce chorowało jakieś dziecko, miałam siedzieć w domu, bo może to ospa, odra, a ja jestem chorowita" - tak o swojej relacji z matką pisze jedna z kobiet, której historia nie zdążyła już trafić do książki. Ta opisywana matka była nadopiekuńcza, ale potrafiła bardzo boleśnie bić. Kiedy poprosiłem tę kobietę - trafiła do mnie z powodu problemów z alkoholem, by przeczytała to, co napisała o swojej matce, nie była w stanie, rozsypała się w gabinecie. Zaczęła łkać, była gotowa wyartykułować to na poziomie swojej świadomości, ale ciało się broniło, jakby strzegło tajemnicy o sprawcy, który wyrządził jej krzywdę. Jej ciało było tak zablokowane, że nie była w stanie wypowiedzieć słów, które sama napisała. Przecież mama tak się o nią troszczyła… Dbała o jej bezpieczeństwo… Uzależniamy nasze dzieci od siebie i przygotowujemy do tego, żeby nam służy w przyszłości. To są takie komunikaty - wytrychy: "Ojej, umówiłeś się z kolegami, a ja chciałam zamówić pizzę i obejrzeć z tobą film", "Tak mi smutno, jak wychodzisz". Tak, my nie widzimy nawet jako dorośli, jaką krzywdę wyrządziły nam matki. Trafia mi się pacjent, który mówi: u mnie było normalnie, a że z dwa czy trzy razy dostałem klapsa, to przecież nic takiego. I komunikuje to facet wykształcony, prowadzący własną firmę. On klapsem nazywał bicie sznurem od żelazka, uderzenie otwarta dłonią w twarz. Zobacz także: "Na ile mi wystarczy odwagi, by być w ciąży w tym kraju?" Nadopiekuńczość to współczesna dżuma. Nadopiekuńczy rodzice są toksycznymi, wyjałowionym z autorefleksji mordercami samodzielności swoich dzieci. Polska stała się wzorcowym krajem, w którym dzieci mające ponad 30 lat mieszkają ze swoimi rodzicami. Przemoc rodzicielska w formie nadopiekuńczości jest widoczna gołym okiem. Dalsza część tekstu po materiale wideo. Rodzice chyba sobie tego nie uświadamiają… Jeżeli my dziecku wszystkiego zabraniamy, to karmimy w ten sposób swoją rodzicielską przemoc, bo dziecko nie jest w stanie uczyć się zaufania do samego siebie. Rośnie tym samym lękowiec, który boi się iść do sklepu zrobić zakupy, albo jest dyrektorem banku, siedzi u mnie i boi się swojemu szefowi postawić granice, bierze silne leki antydepresyjne, bo czuje, że za chwilę zwariuje z szefem psychopatą i przemocowcem, bo przecież całe życie słyszał, że ma być grzeczny. TOKSYCZNA MATKA Polecamy: Olszyna: kolejny rok nie mogę już złożyć życzeń mojej mamie... Rodzice nie potrafią się z tej przestrzeni wycofać, zostawić miejsca na budowanie relacji z rówieśnikami. A przecież początkiem odpępowiania się dziecka wobec rodziców jest poród, przyjście na świat, to pierwszy sygnał ze strony dziecka, że chce się usamodzielnić. Dlaczego rodzicom tak ciężko przychodzi to pozwolenie na bycie samodzielnym swojemu dziecku? Rodzice boją się, że staną się niepotrzebni. To jest obsesją wielu matek, one mówią: "a co ze mną, to ty mnie już nie potrzebujesz, przyjedź chociaż na obiad, przecież ona nie ugotuje ci takiej zupy jak ja". W książce jedna z kobiet mówi: “najlepszą rzecz, jaką zrobiła dla mnie moja matka, jest to, że umarła, że nie musiałam się nią już dłużej zajmować”. Ten ciężar opieki, pomocy jest w nas bardzo silnie zakorzeniony. Jeden z moich pacjentów miał trudne relacje z ojcem, ale to co robiła jego matka… Ona po 15 razy dziennie wydzwaniała do syna, żeby utrzymywać poczucie, że jest mu potrzebna. Kiedy miał siedem lat, jego psychopatyczna matka mająca problemy z mężem i brak realizacji życiowej, histerycznie potrzebowała dowodów miłości. Po awanturze z ojcem ostentacyjnie się ubierała, krzycząc, że ma dosyć tego wszystkiego i idzie się zabić. Mój pacjent, dziś 36-letni, rzucał się pod nogi matki i płacząc błagał, by ona nie wychodziła, nie zabijała się. Ona wychodziła ciągnąc to dziecko po podłodze, a na klatce schodowej odstawiając paranoiczną dramę, brała syna na ręce i mówiła: "to ty mnie jednak kochasz…". A przecież naszym zadaniem, jako rodziców, jest przygotowanie dzieci do samodzielnego życia, kiedy nas już zabraknie. Moja mam kilka lat przed śmiercią powiedziała: "znajdź mi miejsce, gdzie będę miała w spokoju i ciszy dobrą opiekę". Jej słowa mnie odbarczyły, doczekałem momentu, kiedy trzy opiekunki nie były w stanie pomóc mojej mamie i podjąłem decyzję, na którą ponad 70 proc. Polaków nie potrafi się zdobyć - umieściłem mamę w domu opieki. Tymczasem rodzice mówią: “mam nadzieję, że na starość podasz mi szklankę herbaty”. Tak, miałem pacjenta, który przez rodziców był przymuszony do opieki paliatywnej nad swoja babcią i w ten sposób przygotowywany do opieki nad rodzicami. To, co my dorośli możemy zrobić dla swoich dzieci, to ściągnąć z nich obowiązek opieki, gdy będziemy starzy i niedołężni. Jak zostać najgorszą matką świata? Wystarczy urodzić dziecko Moja ocena jest bardzo prosta - jestem wdzięczny moim dzieciom, że dzięki nim mogę doświadczać ojcostwa, spełnienia czegoś, co jest dla mnie radością. Kocham być ojcem. Opiekowałem się moją matką nie z poczucia wdzięczności. Bardzo ją kochałem, to ona nauczyła mnie wielu rzeczy, była przy mnie, dała mi bezwarunkową akceptację. I to jest klucz. Bo jak możesz oczekiwać od swojego dziecka w swojej starości opieki, skoro nie dajesz mu akceptacji teraz. 15-latek, który słyszy: zostaw, nie ruszaj, jak ty wyglądasz, co ma czuć? Wdzięczność? Nie, on czuje wkurzenie, irytację. Jeśli wyzwalasz u swojego dziecka takie emocje, nie licz, że ono będzie przy tobie na starość.
kochałem się z własną matką